czwartek, 6 października 2011

26. 09. 11. Ankara

W drodze do Ankary postanowılısmy nıe wjezdzac wieczorem do miasta, lecz spedzic noc nieopodal stacji benzynowej 100km przed stolica. Chlodne powietrze i przestrzen polpustynnego krajobrazu, wydobywa z naszej pamieci wspomnienia o Maroko.  Budzimy sie rano otuleni przyjemnym, orzezwiajacym, prawdziwie jesiennym chlodem poranka i gesta mgla. Widzimy jak pogoda zmienia sie z dnia na dzien; miejscowi mowia juz o zimie. Dzisiaj wielki dzien, mamy zamiar dotrzec przed poludniem do ambasady pakistanskiej w Ankarze.  Nasze wspomnienia ze stolicy to przede wszystkim bloki i betonowy patriotyzm, odbijajacy sie czkawka na kazdym rogu – od tamtego czasu niewiele sie zmienilo. Dojezdzajac do wielkiej metropolii naszym oczom ukazuja sie nieprzebrane polpustynne polacie najezone betonowymi osiedlami. Ankara w przeciwienstwie do Istanbulu jest rozciagnieta, by z granic miasta dojechac do centrum , trzeba pokonac odleglosc 30km. To ogromny twor wyrazajacy marzenia Atatürka o  turecki imperium.  Tutaj w przeciwienstwie do Europy osiedla oddalone sa od siebie o kilka km, pomiedzy nimi znajduje sie albo pusta przestrzen, albo tereny wojskowe, ktore ma sie wrazenie swoim ogromem maja odzwierciedlac potege panstwa.


Ok. Poludnia jestesmy w centrum miasta, szybko sprawdzamy adresy, ulice, nr-y i juz po ‘chwili’ jestesmy w dzielnicy ambasad. Elegancko ubrani stajemy przed pakistanskim urzednikiem, ktory stanowczo oznajmia nam: 'No vısa! You have to go to your country!'. Tlumaczymy mu nasza sytuacje, ze jestesmy w drodze i ze nie bedziemy wracac 3000 km tylko po wıze do jego kraju. Niestety do naszych uszu dobiega tylko: 'Not my problem; taka jest polityka mojego kraju'. Pozostaje nam wıec Teheran. Z nadzieja w sercach probujemy jeszcze zaczerpnac porady w polskiej ambasadzie, ktora znajduje sie ‘tuz za rogiem’ ;) Nigdy nie bylismy wpolskiej placowce dyplomatycznej, nie wiemy wiec czego mozemy sie spodziewac. Zaskoczyla nas wiec goscinnosc polskich konsulow, jak i samo miejsce placowki.  Polska ambasada to piekny dworek(stylızowany na polski) z duzym parkiem, na mysl przywodzacy czasy swietnosci ojczyzny
‘...gdzıe kruszyne chleba podnosza z ziemi przez uszanowanie dla darow nieba...’
Historia tego miejsca jest taka, ze w czasach kiedy Turkom i Polakom zylo sie calkiem dobrze, a ich stosunki dyplomatyczne byly zazyle, wodz Kemal Mustafa Atatürk darowal Polakom calkiem spory kawalek ziemi w centum miasta. Jeszcze do tej pory zachowal sie wysokie matalowe ogrodzenie wykonane w Polsce w latach dwudziestych noszace na swych przeslach wygrawerowane lıtery RP.
W ambasadzie pani konsul niewiele mogla nam w tej sprawie doradzic, mimo to bardzo nam pomogla m.ın. wydajac rzadowe pısmo potwierdzajace nasza tozsamosc, udostepniajac internet jak i telefon, umozliwiajac tym samym kontakt z bratem przyjaciolki, ktory mial nas goscic w stolicy - Alevem. Przy okazjı bylismy tez swiadkami rozmowy telefonicznej z czlowiekiem, ktory dzwonil z Polski, czy jego zona zostala aresztowana. Przyjechala do pracy w agencji towarzyskiej, facet ma do niej tylko niemiecki nr. tel. (gdyz tam wczesniej pracowala) ale nie moze sie do niej dodzwonic. Pani konsul odpowiedziala, ze najprawdopodobniej jego zona zostala aresztowana i deportowana do Polski za nielegalna prace, ale ona to jescze sprawdzi. Po chwili okazalo sie, ze aresztowana nie byla jego zona lecz inna kobieta, rowniez z Polski.
Majac w reku rzadowe pismo postanowilismy wrocic do ambasady pakistanskiej nastepnego dnia. Wieczor spedzilismy na rozmowach o sytuacji polityczno- religijnej w Turcji, gdzie glowne miejsce zajmowala sprawa PKK. Z powodu coraz czestszych atakow PKK na turecka ludnosc temat ten towarzyszy nam przez cala podroz przez Turcje. Wszyscy podkreslaja, ze w tym kraju od lat zyja ze soba rozne grupy etnıczne, w tych samych warunkach, na tych samych prawach, z ta sama historia przodkow. Kurd zyje w sasiedztwıe z Turkiem, z Ormianinem i sa przyjaciolmi. Nikt nie rozumie wiec od lat toczacych sie walk na wchodzie kraju.


:po wizycie w pakistanksiej ambasadzie trzeba bylo odreagowac:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz