czwartek, 6 października 2011

27. 09. 11. Ankara – wiza pakistanska

O poranku ponownie udajemy sie do ambasady Pakistanu, stajemy przed obliczem znanej nam twarzy urzednika, ktory slucha nas nie odrywajac wzroku od swoich papierow. Przedstawiamy mu pismo z polskiej ambasady, jak i tlumaczymy, ze w tym roku nasi rodacy dostali tutaj wize do Pakistanu. ‘no viza’ slyszymy. Jednak nie poddajac sie dalej probujemy wygrac ta walke, przychodz inni urzednicy, ktorzyz zaintersowani glosna wymiana zdan, zaczynaja przysluchiwac sie naszym argumentom. Jednak oni rowniez potwierdzaja, ze otrzymanie wizy w Ankarze jest nie mozliwe, sa jednak bardziej rozmowni i z lagodnoscia w glosie tlumacza nam reguly ich kraju, proponujac ponowic probe w Teheranie. Oczywiscie ne moga nam nic zagwarantowac – daja nam jednak nadzieje.     
Tego samego dnia idziemy jeszcze do ambasady İranskiej, ktorej wrota otwarte sa niestety tylko do 12.00. Calujemy klamke i udajemy sie do parku, by zazyc tam rozkoszy w towarzystwie tureckiego melona, bananow i pasty z orzechow laskowych. Spotykamy tam malego chlopca, ktory oferuje paczke chusteczek na sprzedaz. Dziekujemy i w zamian proponujemy mu banana oraz krem z orzechow laskowych. Spotkanie to przerodzilo sie we wspaniala wspolna zabawe z papierowym samolotem w tle. Wierzymy ze bylo ono niezapomnianym przezyciem dla calej naszej trojki ...

:cos malego na zab:





:chwila wzlotu:


.:@:.

Niestety pracujace na  ulicy dzieci to tutaj wciaz czesty widok (pomimo oficjalnego zakazu rzadu) - a przecierz kazde dzieko potrzebuje prawdziwego dziecinstwa jesli kiedys ma sie stac zdrowym czlowiekiem...
Ostatni wieczor w stolicy spedzamy ponownie w towarzystwie Alewa i jego zony, ktorzy czestuja nas na pozegnanie tureckim 'mlekiem lwa' - Rakı.

:prawdziwa ambrozja:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz